Nigdy nie zwracałam dużej uwagi na to, co ktoś myśli na mój temat. Specjalnie nie interesuje mnie to ile ktoś zarabia, gdzie jedzie na wakacje czy jakim autem jeździ. Jakoś nie miałam nigdy problemów żeby ktoś mnie z kimś porównywał i bardzo dobrze mi się z tym faktem żyło. Aż do momentu kiedy urodziłam dziecko i niestety mnie to dopadło, bez mojej zgody i chęci. Chodzi mi tutaj o porównywanie wszystkiego co wiąże się z tematem dziecka.
Nie wiem czy też tak macie, ale mnie strasznie to irytuje i już czasem aż zaciskam zęby żeby komuś czegoś nie powiedzieć. A zaczęło się zaraz po porodzie. Ciążę znosiłam śpiewająco, przytyłam wzorcowo więc nie było o co pytać. Ale później się zaczęło:
– Ile ważyło twoje dziecko jak się urodziło?
– Co?? Tylko 3,5kg…… Co tak mało, moje pierwsze to ważyło…..

Co to kogo obchodzi, że ktoś urodził większe a ktoś mniejsze? Chyba liczy się to, że mimo wszystko URODZIŁ i jest ZDROWE. Czy miarą bycia lepszą matką jest to, że rodzi się cięższe dziecko? Czy wtedy jest ono zdrowsze, w jakiś sposób lepsze? Czy urodzić dziecko, które nie ma 5kg to wstyd? A jak urodzę wcześniaka to powinnam przygotować się na całą falę krytyki i podejrzeń? No pytam bo już nie wiem i jestem w ogóle zażenowana, że o takich rzeczach można tak mówić, jakby to był wyścig. Trochę się można poczuć tak, jakby ktoś podejrzewał, że celowo niedojadałam, żeby utrzymać figurę? Nie wiem. Bo wg mnie 1-sze dziecko i 3,5kg to bardzo dużo. A ciężko też mówić o tym, żeby jeśli matka prawidłowo się odżywia miała jakiś wpływ na to, jak duże będzie mieć dziecko.
Idąc dalej – bo to dopiero początek. Nie wiem skąd bierze się u innych to, że jeśli chcą pochwalić w czymś swoje dziecko, że robi coś wcześnie, dobrze, to robią to tak, żeby wyszło, że twoje dziecko jest niedorozwojem, żeby wzbudzić twoje poczucie strachu, że jak to Filipek Zośki to miał 4 miesiące i już siedział, a 7 chodził, a mój ma 8 i jeszcze nie siedzi? Mam wrażenie, że większość cioć od dobrych rad, już nie pamięta dobrze co działo się tyle lat temu i gadają głupoty. Ale jak wytłumaczyć młode matki, które w rozmowach z inną młodą mamą za wszelką cenę chcą pokazać jakie to ich dziecko jest genialne:
– A moja mała to jak miała … to już… A twój nie?
Nigdy nie zaobserwowałam takiego zachowania u Ojców – przeciwnie, raz jeden mnie zaskoczył tym, że szczerze powiedział, że u jego dziecka potrzebna był rehabilitacja i że to pomogło. Która matka przyznałaby się do tego? On nie wstydził się tego, że dziecko późno zaczęło chodzić, on cieszył się, że rehabilitacja przyniosła efekty i tą radością chciał się pochwalić. Dlaczego ojcowie nie wstydzą się tego jak rozwija się ich dziecko, nie obwiniają siebie za to, a niektóre mamy tak?
Kobiety, darujcie sobie porównywanie i cieszcie się każdą chwilą z maluchem, bo na chwalenie się przed innymi za różne jego osiągnięcia jeszcze będzie pora:)
Tak na koniec dla przemyśleń dodam taką sentencję:
Miarą człowieka, jego zdolności, inteligencji, tego jakim będzie człowiekiem, czy zazna w życiu miłości, szczęścia, czy będzie bogaty nie jest to, jak szybko zaczął chodzić czy siedzieć…